Mieszkam w wysokiej wieży otoczonej fosą

Mam parasol, który chroni mnie przed nocą

Oddycham głęboko, stawiam piedestały

Jutro będę duży, dzisiaj jestem mały

Stawiam świat na głowie do góry nogami

Na odwrót i wspak bawię się słowami

Na białym czarnym kreślę jakieś plamy

Jutro będę duży, dzisiaj jestem mały

Mieszkam w wysokiej wieży, ona mnie obroni

Nie walczę już z nikim, nie walczę już o nic

Palą się na stosie moje ideały

Jutro będę duży, dzisiaj jestem mały

Stawiam świat na głowie do góry nogami

Na odwrót i wspak bawię się słowami

Na białym czarnym kreślę jakieś plamy

Jutro będę duży, dzisiaj jestem mały

Mogłaś moją być

Kryzysową narzeczoną

Razem ze mną pić

To, co nam tu naważono

Mogłaś moją być

Przy zgłuszonym odbiorniku

Aż po blady świt

Słuchać nowin i uderzać w gaz

Nie jeden raz

Nie jeden raz

Nie jeden raz

Mogłaś być już na dnie

A nie byłaś

Nigdy nie dowiesz się

Co straciłaś

Mogłaś moją być

Kryzysową narzeczoną

Pomalutku żyć

Tak jak nam tu naznaczono

Mogłaś moją być

Jakoś ze mną przebiedować

Zamiast życzyć mi

Na pocztówce nie wiadomo skąd

Wesołych świąt

Wesołych świąt

Wesołych świąt

Mogłaś być już na dnie… 

Mówisz o pokoju, czy ty nie widzisz, że

Są tacy, którzy chcą, żebyśmy pozabijali się?

Zebym ja zabił Ciebie, żebyś ty zabiła mnie

Żebyśmy żyli w strachu całe noce i całe dnie

Mówisz o miłości, czy ty nie widzisz, że

Są tacy, którzy chcą, żebyśmy nienawidzili się?

I mówisz o wolności, przecież musisz wiedzieć, że

Każdy z nas jest niewolnikiem, czy tego chcesz, czy nie

Mówię ci, że

Mówię ci, że

Mówię ci, że jedyne wyjście to obudzić się

Mówię ci, że

Mówię ci, że

Mówię ci, że jedyne wyjście to obudzić się



Mówisz o pokoju, czy ty nie widzisz, że

Są tacy, którzy chcą, żebyśmy pozabijali się?

Kiedy światem zacznie rządzić człowiek,

kiedy matki pokochają dzieci,

kiedy miłość ludzie puszczą w obieg,

kiedy spalą już do reszty śmieci.

ref. TO

Poczujesz, poczujesz, poczujesz,

jak dużo dzieli cię od innych, od innych, od innych.

Kiedy w klatkach zamkną całe zło,

gdy zaświecą na niebiesko słońca,

kiedy wreszcie ci przypomni ktoś,

jak to było przed początkiem końca.

Pająk rozpiął sieć na tej desce gdzie

Król zasiada sam

Z lustra vis-a-vis w oczy patrzy mi

Twarz, że w mordę dać

Krążę z kąta w kąt

Klasnę dłonią w dłoń

Wbijam zęby w tynk

Nie pomaga nic

Z żalu chce się wyć

Odkąd ciebie brak

Jak przykazał Bóg, wstałem ósma punkt

Odkurzyłem chleb

Wkładam go do ust, czuję idzie blues

Jakbym dostał w łeb

Łapię kilka dych

Rzucam się do drzwi

Serce mrozi strach

No i ścięło mnie

Bo zamknęli sklep

Odkąd ciebie brak

Na nierdzewną stal spada gorzka łza

Żre otwieracz rdza

Z nudów idę i stoję osiem dni

Po dmuchany ryż

Kryzys mogę znieść

Ja nie muszę jeść

Lecz niech przestaną truć

Odkąd ciebie brak

Tracę dobry smak

Błagam, Pepe, wróć!

To nie karnawał,

Ale tańczyć chcę

I będę tańczył z nią po dzień.

To nie zabawa,

Ale bawię się

Bezsenne noce senne dnie

To nie kochanka,

Ale sypiam z nią

Choć śmieją ze mnie się i drwią.

Taka zmęczona

I pijana wciąż

Dlatego nie

Nie pytaj mnie.

Nie pytaj mnie, dlaczego jestem z nią,

Nie pytaj mnie, dlaczego z inną nie,

Nie pytaj mnie, dlaczego myślę że,

Że nie ma dla mnie innych miejsc.

Nie pytaj mnie, co ciągle widzę w niej,

Nie pytaj mnie, dlaczego w innej nie,

Nie pytaj mnie, dlaczego ciągle chcę,

Zasypiać w niej i budzić się.

Te brudne dworce

Gdzie spotykam ją,

Te tłumy które cicho klną,

Ten pijak który mruczy coś przez sen

Że PÓKI MY ŻYJEMY ona żyje też.

Nie pytaj mnie,

Nie pytaj mnie,

Co widzę w niej.

Nie pytaj mnie, co ciągle widzę w niej,

Nie pytaj mnie, dlaczego w innej nie,

Nie pytaj mnie, dlaczego ciągle chcę,

Zasypiać w niej i budzić się.

nie pytaj mnie dlaczego jestem z nią

nie pytaj mnie dlaczego z inną nie

nie pytaj mnie dlaczego myślę że

że nie ma dla mnie innych miejsc


Nie pytaj mnie, dlaczego jestem z nią,

Nie pytaj mnie, dlaczego z inną nie,

Nie pytaj mnie, dlaczego myślę że,

Że nie ma dla mnie innych miejsc.

Nie pytaj mnie, co ciągle widzę w niej,

Nie pytaj mnie, dlaczego w innej nie,

Nie pytaj mnie, dlaczego ciągle chcę,

Zasypiać w niej i budzić się.

o o o Nie pytaj,

Wy kłamiecie aby kupić nas

Sprzedajecie nasz bezcenny czas

Wciąż myślicie, że to tylko tłum

Zabraniacie dźwięków wszystkich strun

I nikomu nie wolno się z tego śmiać

I nikomu nie wolno się z tego śmiać

I nikomu nie wolno się z tego śmiać

I nikomu nie wolno się z tego śmiać

I w pazłotka oklejajcie się

Choć kryjecie, ja dokładnie wiem,

Że jesteście ludźmi tak jak my

Choć czasami władza wam się śni

I nikomu nie wolno się z tego śmiać

I nikomu nie wolno się z tego śmiać

I nikomu nie wolno się z tego śmiać

I nikomu nie wolno się z tego śmiać

I nikomu nie wolno się z tego śmiać

Śmiać

Mój dom murem podzielony

Podzielone murem schody

Po lewej stronie łazienka

Po prawej stronie kuchenka


Moje ciało murem podzielone

Dziesięć palców na lewą stronę

Drugie dziesięć na prawą stronę

Głowy równa część na każdą stronę

Moja ulica murem podzielona

Świeci neonami prawa strona

Lewa strona cała wygaszona

Zza zasłony obserwuję obie strony

Lewa strona nigdy się nie budzi

Prawa strona nigdy nie zasypia . 

Na życie patrzysz bez emocji

Na przekór czasom i ludziom wbrew

Gdziekolwiek jesteś w dzień czy w nocy

Oczyma widza oglądasz grę

Ktoś inny zmienia świat za Ciebie

Nadstawia głowę, podnosi krzyk

A Ty z daleka, bo tak lepiej

I w razie czego nie tracisz nic

Przeżyj to sam,

Widziałeś wczoraj znów w dzienniku

Zmęczonych ludzi wzburzony tłum

I jeden szczegół wzrok Twój przykuł

Ogromne morze ludzkich głów

A spiker cedził ostre słowa

Od których nagła wzbierała złość

I począł w Tobie gniew kiełkować

Aż pomyślałeś: milczenia dość

Przeżyj to sam… 

Chciałbym być sobą

Chciałbym być sobą wreszcie jeszcze x2

Jak co dzień rano, bułkę maślaną

Popijam kawą, nad gazety plamą

Nikt mi nie powie, wiem co mam robić

Szklanką o ścianę rzucam, chcę wychodzić

Na klatce stoi cieć, co się boi

Nawet odkłonić, miotłę ściska w dłoni

Ortalion szary chwytam za bary

I przerażonej twarzy krzyczę prosto w nos!

Chciałbym być sobą x2

Trzymam się ściany, niczym pijany

Tłum wkoło tańczy tangiem opętany

Stopy zmęczone depczą koronę

Król balu zwleka, oczy ma szalone

Magda w podzięce, chwyta me ręce

I nie ma sprawy, ślicznie jej w sukience

Po co się spieszysz, po co się spieszysz

Przecież do końca życia mamy na to czas!

Aby być sobą

Aby być sobą jeszcze

Aby być sobą

Aby być sobą wreszcie

Chciałbym być sobą

Chciałbym być sobą wreszcie

Chciałbym być sobą

Chciałbym być sobą jeszcze

Chcemy być sobą

Myślisz może, że więcej coś znaczysz

Bo masz rozum, dwie ręce i chęć

Twoje miejsce na Ziemi tłumaczy

Zaliczona matura na pięć

Są tacy – to nie żart,dla których jesteś wart

Mniej niż zero

Mniej niż zero

Mniej niż zero

Mniej niż zero

Zawodowi macherzy od losu

Specjaliści od śpiewu i mas

Choćbyś nie chciał i tak znajdą sposób

Na swej wadze położą nie raz

Choć to fizyce wbrew

wskazówka cofa się

Mniej niż zero…

Myślisz może, że więcej coś znaczysz

Bo masz rozum, dwie ręce i chęć

Twoje miejsce na Ziemi tłumaczy

Zaliczona matura na pięć

Są tacy – to nie żart,

dla których jesteś wart

Mniej niż zero… x4

o o o o

Nie płacz Ewka, bo tu miejsca brak, na twe babskie łzy

Po ulicy miłość hula wiatr wśród rozbitych szyb

Patrz poeci śliczni prawdy sens roztrwonili w grach

W półlitrówkach pustych SOS wysyłają w świat

Żegnam was, już wiem

Nie załatwię wszystkich pilnych spraw

Idę sam, właśnie tam gdzie czekają mnie

Tam przyjaciół kilku mam od lat

Dla nich zawsze śpiewam dla nich gram

Jeszcze raz żegnam was, nie spotkamy się

Proza życia to przyjaźni kat, pęka cienka nić

Telewizor, meble, mały fiat, oto marzeń szczyt

Hej prorocy moi z gniewnych lat, obrastacie w tłuszcz

Już was w swoje szpony dopadł szmal, zdrada płynie z ust

Żegnam was, już wiem

Nie załatwię wszystkich pilnych spraw

Idę sam, właśnie tam gdzie czekają mnie

Tam przyjaciół kilku mam od lat

Dla nich zawsze śpiewam dla nich gram

Jeszcze raz żegnam was, nie spotkamy się

Żegnam was, już wiem

Nie załatwię wszystkich pilnych spraw

Idę sam, właśnie tam gdzie czekają mnie

Tam przyjaciół kilku mam od lat

Dla nich zawsze śpiewam dla nich gram

Jeszcze raz żegnam was, nie spotkamy się