On natchniony i młody był
Ich nie policzyłby nikt
On dodawał pieśnią sił
Śpiewał, że blisko już świt

Świec tysiące palili mu
Znad głów unosił się dym
Śpiewał że czas by runął mur
Oni śpiewali wraz z nim

Wyrwij murom zęby krat
Zerwij kajdany połam bat
A mury runą, runą, runą
I pogrzebią stary świat /2×

Wkrótce na pamięć znali pieśń
I sama melodia bez słów
Niosła ze sobą starą treść
Dreszcze na wskroś serc i głów

Śpiewali więc, klaskali w rytm
Jak wystrzał, poklask ich brzmiał
I ciążył łańcuch, zwlekał świt
A on wciąż śpiewał i grał

Wyrwij murom zęby krat
Zerwij kajdany połam bat
A mury runą, runą, runą
I pogrzebią stary świat /2×

Aż zobaczyli ilu ich
Poczuli siłę i czas
I z pieśnią, że już blisko świt
Szli ulicami miast

Zwalali pomniki i rwali bruk
“Ten z nami, ten przeciw nam!”
“Kto sam ten nasz najgorszy wróg!”

A śpiewak także był sam

Patrzył na równy tłumów marsz
Milczał wsłuchany w kroków huk
A mury rosły, rosły, rosły
Łańcuch kołysał się u nóg /2×

A kiedy przyjdzie także po mnie,
Zegarmistrz Światła purpurowy,
by mi zabełtać błękit w głowie,
To będę jasny i gotowy.

Spłyną przeze mnie dni na przestrzał,
Zgasną podłogi i powietrza,
Na wszystko jeszcze raz popatrzę,
I pójdę, nie wiem gdzie – na zawsze.

Miejcie nadzieję!… Nie tę lichą, marną
Co rdzeń spróchniały w wątły kwiat ubiera,
Lecz tę niezłomną, która tkwi jak ziarno
Przyszłych poświęceń w duszy bohatera.

Miejcie odwagę!… Nie tę jednodniową,
Co w rozpaczliwym przedsięwzięciu pryska,
Lecz tę, co wiecznie z podniesioną głową
Nie da się zepchnąć z swego stanowiska.

Miejcie odwagę… Nie tę tchnącą szałem,
Która na oślep leci bez oręża,
Lecz tę, co sama niezdobytym wałem
Przeciwne losy stałością zwycięża.

Przestańmy własną pieścić się boleścią,
Przestańmy ciągłym lamentem się poić!
Kochać się w skargach jest rzeczą niewieścią,
Mężom przystoi w milczeniu się zbroić.

Lecz nie przestajmy czcić świętości swoje
I przechowywać ideałów czystość;
Do nas należy dać im moc i zbroję,
By z kraju marzeń przeszły w rzeczywistość .

Miejcie nadzieję!… Nie tę lichą, marną
Co rdzeń spróchniały w wątły kwiat ubiera,
Lecz tę niezłomną, która tkwi jak ziarno
Przyszłych poświęceń w duszy bohatera.

Każdy Twój wyrok przyjmę twardy 
Przed mocą Twoją się ukorzę
Ale chroń mnie Panie od pogardy
Od nienawiści strzeż mnie Boże

Wszak Tyś jest niezmierzone dobro
Którego nie wyrażą słowa
Więc mnie od nienawiści obroń
I od pogardy mnie zachowaj

Co postanowisz niech się ziści
Niechaj się wola Twoja stanie
Ale zbaw mnie od nienawiści
Ocal mnie od pogardy Panie

Za czym kolejka ta stoi?
Po szarość, po szarość, po szarość
Na co w kolejce tej czekasz?
Na starość, na starość, na starość
Co kupisz, gdy dojdziesz?
Zmęczenie, zmęczenie, zmęczenie
Co przyniesiesz do domu?
Kamienne zwątpienie, zwątpienie

Bądź jak kamień, stój, wytrzymaj
Kiedyś te kamienie drgną
I polecą jak lawina
Przez noc, przez noc, przez noc.
Bądź jak kamień, stój, wytrzymaj
Kiedyś te kamienie drgną
I polecą jak lawina
Przez noc, przez noc, przez noc

Tak niewiele żądam
Tak niewiele pragnę
Tak niewiele widziałem
Tak niewiele zobaczę

Tak niewiele myślę
Tak niewiele znaczę
Tak niewiele słyszałem
Tak niewiele potrafię

Wolność kocham i rozumiem
Wolności oddać nie umiem
Wolność kocham i rozumiem
Wolności oddać nie umiem

Tak niewiele miałem   /PB
Tak niewiele mam
Mogę stracić wszystko  /PK
Mogę zostać sam

Wolność kocham i rozumiem
Wolności oddać nie umiem
Wolność kocham i rozumiem
Wolności…

Tak niewiele miałem
Tak niewiele mam
Mogę rzucić wszystko
Mogę zostać sam

Wolność kocham i rozumiem
Wolności oddać nie umiem
Wolność kocham i rozumiem
Wolności oddać nie umiem

Wolność kocham i rozumiem
Wolności oddać nie umiem
Wolność kocham i rozumiem
Wolności…

Widziałam wiatr o siwych włosach

Roznosił spokój wśród pól

W ciepłe babie lato kości grzał

A innym razem lasy kosił

Spadał ostrzem z gór

Młody był, Bogiem był i gnał wolny tak

 Wiele dni, wiele lat, czas nas uczy pogody

Zaplącze drogi, pomyli prawdy

Nim zboże oddzieli od trawy

Bronisz się, siejesz wiatr

Myślisz jestem tak młody

Czas nas uczy pogody, tak od lat, tak od lat

 Iluż ludzi czas wyleczył z ran

Zamienił w spokój burze krwi

Pewnie kiedyś tam, pod jesień tak

Też czoło wypogodzi i wygładzi brwi

Widziałam dni w muzeach sennych

O wnętrzach zimnych jak mrok

Starsi ludzie w rogach wielkich sal

 Księgi pięknych myśli pełne

Pokrył gruby kurz

Herbaty smak, kapci miękkich szum i spokój serc

 Wiele dni, wiele lat, czas nas uczy pogody

Zaplącze drogi, pomyli prawdy

Nim zboże oddzieli od trawy

Bronisz się, siejesz wiatr

Myślisz jestem tak młody

Czas nas uczy pogody, tak od lat, … tak od lat

To nie karnawał, ale tańczyć chcę
I będę tańczył z nią po dzień
To nie zabawa, ale bawię się
Bezsenne noce, senne dniee

To nie kochanka, ale sypiam z nią
Choć śmieją ze mnie się i drwią
Taka zmęczona i pijana wciąż
Dlatego nie, nie pytaj więcej mnie

Nie pytaj mnie, dlaczego jestem z nią
Nie pytaj mnie, dlaczego z inną nie
Nie pytaj mnie, dlaczego myślę, że
Że nie ma dla mnie innych miejsc

Nie pytaj mnie, co ciągle widzę w niej
Nie pytaj mnie, dlaczego w innej nie
Nie pytaj mnie, dlaczego ciągle chcę
Zasypiać w niej i budzić się

Te brudne dworce, gdzie spotykam ją
Te tłumy, które cicho klną
Ten pijak, który mruczy coś przez sen
Że póki my żyjemy, ona żyje też

Nie pytaj mnie…
Nie pytaj mnie…
Co widzę w niej…

Nie pytaj mnie, co ciągle widzę w niej
Nie pytaj mnie, dlaczego w innej nie
Nie pytaj mnie, dlaczego ciągle chcę
Zasypiać w niej i budzić się

Nie pytaj mnie, dlaczego jestem z nią
Nie pytaj mnie, dlaczego z inną nie
Nie pytaj mnie, dlaczego myślę, że
Że nie ma dla mnie innych miejsc

Wypisujesz hasła w mojej dłoni
Potem szczotką ślad flamastra trzesz
Mówisz, że nikogo się nie boisz
Że jak przyjdą do nas to ich zjesz cały Ty

Liście z drzew spadają masłem na dół
Ty w tej samej kurtce szósty rok
Na koncertach krzyczysz, więcej czadu
I czytając w wannie tracisz wzrok

Jesteś lekiem na całe zło
I nadzieją na przyszły rok
Jesteś gwiazdą w ciemności
Mistrzem świata w radości
Oto cały Ty

Jesteś lekiem na całe zło
I nadzieją na przyszły rok
Jesteś alfą omegą hymnem kolędą
Oto cały Ty, nienazwany Ty

Gdy głupota z biedą już mnie mają
Robisz małpę i mam w domu cyrk
W oczach ognie znów się zapalają
I dla ciebie tylko chcę znów żyć

Jesteś lekiem na całe zło
I nadzieją na przyszły rok
Jesteś gwiazdą w ciemności
Mistrzem świata w radości
Oto cały Ty

Jesteś lekiem na całe zło
I nadzieją na przyszły rok
Jesteś alfą, omegą, hymnem, kolędą
Oto cały Ty, nienazwany Ty

Mój dom murem podzielony
Podzielone murem schody
Po lewej stronie łazienka
Po prawej stronie kuchenka

Mój dom murem podzielony
Podzielone murem schody
Po lewej stronie łazienka
Po prawej…

Moje ciało murem podzielone
Dziesięć palców na lewą stronę
Drugie dziesięć na prawą stronę
Głowy równa część na każdą stronę

Moje ciało murem podzielone
Dziesięć palców na lewą stronę
Drugie dziesięć na prawą stronę
Głowy równa część na każdą stronę

Moja ulica murem podzielona
Świeci neonami prawa strona
Lewa strona cała wygaszona
Zza zasłony obserwuję obie strony

Moja ulica murem podzielona
Świeci neonami prawa strona
Lewa strona cała wygaszona
Zza zasłony obserwuję obie strony

Moja ulica murem podzielona
Świeci neonami prawa strona
Lewa strona cała wygaszona
Zza zasłony obserwuję obie strony

Lewa strona nigdy się nie budzi
Prawa strona nigdy nie zasypia
Lewa strona nigdy się nie budzi
Prawa strona nigdy nie zasypia /4×

Lewa strona…

Prawa strona …

Lewa strona …

Prawa strona …

Chmury wiszą nad miastem
Ciemno i wstać nie mogę
Naciągam głębiej kołdrę
Znikam kulę się w sobie
Powietrze lepkie i gęste
Wilgoć osiada na twarzach
Ptak smętnie siedzi na drzewie
Leniwie pióra wygładza

Poranek przechodzi w południe
Bezwładnie mijają godziny
Czasem zabrzęczy mucha
W sidłach pajęczyny
A słońce wysoko, wysoko
Świeci pilotom w oczy
Ogrzewa niestrudzenie
Zimne niebieskie przestrzenie

Czekam na wiatr co rozgoni
Ciemne skłębione zasłony
Stanę wtedy na raz
Ze słońcem twarzą w twarz /2×

Ulice mgłami spowite
Toną w ślepych kałużach
Przez okno patrzę znużona
Z tęsknotą myślę o burzy
A słońce wysoko, wysoko
Świeci pilotom w oczy
Ogrzewa niestrudzenie
Zimne niebieskie przestrzenie

Czekam na wiatr co rozgoni
Ciemne skłębione zasłony
Stanę wtedy na raz
Ze słońcem twarzą w twarz /2×

Chciałbym być sobą
Chciałbym być sobą wreszcie

Chciałbym być sobą
Chciałbym być sobą jeszcze  /2×

Jak co dzień rano 

bułkę maślaną
Popijam kawą nad gazety plamą
Nikt mi nie powie, 

wiem co mam robić
Szklanką o ścianę rzucam, 

chcę wychodzić
Na klatce stoi cieć, 

co się boi
Nawet odsłonić, 

miotłę ściska w dłoni
Ortalion szary, 

chwytam za bary
I przerażonej twarzy 

krzyczę prosto w nos

Chciałbym być sobą
Chciałbym być sobą wreszcie

Chciałbym być sobą
Chciałbym być sobą jeszcze  /2×

Trzymam się ściany, 

niczym pijany
Tłum wkoło tańczy 

tangiem opętany
Stopy zmęczone, 

depczą koronę
Król balu zwleka, 

oczy ma szalone
Magda w podzięce, 

chwyta me ręce
I nie ma sprawy, 

ślicznie jej w sukience
Po co się spieszyć, 

po co się spieszyć
Przecież do końca życia 

mamy na to czas

Aby być sobą
Aby być sobą jeszcze

Aby być sobą
Aby być sobą wreszcie

Chciałbym być sobą
Chciałbym być sobą wreszcie

Chciałbym być sobą
Chciałbym być sobą jeszcze

Chcemy być sobą
Chcemy być sobą wreszcie

Chcemy być sobą
Chcemy być sobą jeszcze

Chcemy być sobą
Chcemy być sobą wreszcie

Chcemy być sobą
Chcemy być sobą jeszcze

(…)

Karuzela gna
W głośnikach wciąż muzyka gra
Czuję, jak w jej takt
Kołyszę się cała

I raz, i dwa, i trzy
I w górę serca, wielki czis
Czujność śpi, trochę mdli
Jak szarlotka z rana

Co mi, Panie, dasz
W ten niepewny czas?
Jakie słowa ukołyszą
Moją duszę, moją przyszłość
Na tę resztę lat?

Kilka starych szmat
Bym na tyłku siadł
I czy warto, czy nie warto
Mocną wódę leję w gardło
By ukoić żal (żal)

Co tam nagi brzuch
I w górę połatany ciuch
Czuję ten wiatru pęd
Że głowa odpada

I raz, i dwa, i trzy
I wcale nie jest zimno mi
Z góry pluć, gumę żuć
Tu wszystko wypada

Co mi, Panie, dasz
W ten niepewny czas?
Jakie słowa ukołyszą
Moją duszę, moją przyszłość
Na tę resztę lat?

Kilka starych szmat
Bym na tyłku siadł
I czy warto, czy nie warto
Mocną wódę leję w gardło
By ukoić żal (…)

Karuzela gna
W głośnikach wciąż muzyka gra
Czuję, jak w jej takt
Kołyszę się cała

I raz, i dwa, i trzy
I w górę serca, wielki czis
Czujność śpi, trochę mdli
Jak szarlotka z rana

Co mi, Panie, dasz
W ten niepewny czas?
Jakie słowa ukołyszą
Moją duszę, moją przyszłość
Na tę resztę lat?

Kilka starych szmat
Bym na tyłku siadł
I czy warto, czy nie warto
Mocną wódę leję w gardło
By ukoić żal (żal)

Dlaczego nie mówimy o tym, co nas boli otwarcie
Budować ściany wokół siebie – marna sztuka
Wrażliwe słowo, czuły dotyk wystarczą
Czasami tylko tego pragnę, tego szukam

Na miły Bóg
Życie nie tylko po to jest, by brać
Życie nie po to, by bezczynnie trwać
I aby żyć siebie samego trzeba dać /2×

Problemy twoje, moje, nasze boje, polityka
A przecież każdy włos jak nasze lata policzony
Kto jest bez winy niechaj pierwszy rzuci kamień, 

niech rzuci
Daleko raj, gdy na człowieka się zamykam

Na miły Bóg
Życie nie tylko po to jest, by brać
Życie nie po to, by bezczynnie trwać
I aby żyć siebie samego trzeba dać /2×